W celu uczynienia strony internetowej bardziej użyteczną i funkcjonalną, używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne
ze zgodą użytkownika na ich stosowanie. Dowiedz się więcej lub zmień ustawienia plików cookies.

W Tesco związkowców nie lubią

W Tesco związkowców nie lubią

W Tesco związkowców nie lubią

 

            Naprawdę trzeba mieć niesłychane szczęście, by z pracy w marketach sieci Tesco Polska nie wylecieć. O otrzymanie wypowiedzenia umowy tam nie trudno. Wylatuje się na zieloną trawkę za byle powód, za błahostkę. Za drobne niedobory kasowe czy za odłożenie sobie kostki masła po przecenie.

            Szczególnie ta ostatnia sprawa jest znamienna. Pracujący w Tesco, gdyby zarabiali na przyzwoitym poziomie za swoją ciężką i niewdzięczną pracę, nie musieliby urządzać polowań na przecenione lub promocyjne oferty. To oni najlepiej widzą, że ceny na półkach idą w górę, a ich pensje stoją w miejscu. Pracownik chcąc nabyć kostkę masła po przecenie, musi ją sobie odłożyć, bo nie może dokonać zakupu w czasie godzin pracy. Ale za takie odłożenie produktu, który tuż po zakończeniu w tym dniu pracy kupi, może stracić robotę.

            - Na celowniku znalazły się osoby będące członkami związków zawodowych. I podstawą do ich zwolnienia są naprawdę bzdurne rzeczy, bo nie można powiedzieć, że to poważne przewinienia – zastrzega Elżbieta Fornalczyk, przewodnicząca WZZ „Sierpień 80” w Tesco Polska. I podaje przykład kasjerki, która skierowała sprawę do Sądu Pracy o bezpodstawne zwolenianie, przez co będąc teraz w okresie wypowiedzenia jest szykanowana. Jeśli kasuje innego pracownika, sprawdza się paragon czy faktycznie nabiła wszystkie produkty.

            Do „Sierpnia 80” docierają coraz częściej skargi z różnych marketów Tesco niemal z całej Polski na bardzo ordynarny stosunek kierowników sklepów do pracowników. Proceder ten niestety się nasila. Niekulturalne, chamskie wręcz odnoszenie się do kasjerek i pracowników działów ma miejsce również przy klientach, co jest zabiegiem tak głupim, jak i nie PR-owym, a jak wiadomo – Tesco wizerunek i propagandę stawia na drugim miejscu. Zaraz po powiększaniu zysków. W sieci mówi się, że to efekt presji, jaka wywierana jest przez dyrektorów regionalnych na menedżerach sklepów, co odbija się na pracownikach. To jak nakręcająca się spirala. Zadań do zrobienia jest wiele, lecz brakuje rąk do zrobienia tego. Już teraz jedna osoba pracuje za trzy. A „białym kołnierzykom” to wciąż za mało. Brakuje, by do szybszej pracy „motywowali” za pomocą bata...

            - Jedna decyzja potrafi zostać zmieniona aż trzy razy. W takiej niepewności pracuje się fatalnie. Przecież to rzecz wiadoma z autopsji, a co dopiero dla decydentów, którzy ukończyli kursy i studia z zarządzania i kierowania zespołami – bulwersuje się przewodnicząca Fornalczyk.

            Walka z organizacjami związkowymi prowadzona w Tesco ma pokazać, że związki są niepotrzebne. I że nie warto się w nich zrzeszać. Prezes Ryszard Tomaszewski doskonale bowiem wie, że o ile zakładową „Solidarność” udało mu się ugłaskać i podporządkować, o tyle z „Sierpniem” mu się to nigdy nie uda. Jeśli więc głaskanie nic tu nie da, stosuje metodę klapsa. Przyjdzie jednak i taki moment, że pożałuje, iż sobie tej ręki nie amputował i rzucał ciosy. Bo związek zawodowy to ludzie, Tesco to wyłącznie szyld, który zatopić można w błocie obłudy. Utonie sam w swych czeluściach.

            Szczególnie niekorzystna sytuacja jest w małych sklepach Tesco, często tych, które zostały przejęte po innych, wchłoniętych sieciach. Brakuje tam wózków elektrycznych. Przydatność związków zawodowych widać choćby po skardze wniesionej do Państwowej Inspekcji Pracy przez WZZ „Sierpień 80” na warunki pracy w hipermarkecie w Lublinie. Kontrola PIP potwierdziła, że w sklepie tym krzesła na kasach były popsute. Inspektorzy nakazali zakup nowych siedzisz. Związkowcy podkreślają, że z boku może to uchodzić za mało ważną kwestię, jednak dla pracowników, którzy muszą spędzić kasując 8 godzin dziennie to rzecz niesłychanie ważna.

            Pracujący na kasach skarżą się również na sposób przeprowadzania kontroli – tzw. wózki kontrolne. Wyniki tych kontroli przychodzą dopiero po 3 dniach, zamiast od razu. Pracownik wówczas nie pamięta szczegółów zdarzeń. Nie może się więc odnieść do ewentualnych zastrzeżeń. A przecież ktoś te zastrzeżenia może wyssać sobie z palca...

 

Patryk Kosela